„Ostatnia arystokratka” i „Arystokratka w ukropie” Evzen Bocek

IMG_1670„Ostatnia arystokratka”

i

„Arystokratka w ukropie”

Evzen Bocek

Wydawnictwo Stara Szkoła

2012 i 2016

Kategoria: Powieść

 

Tym razem coś lekkiego i pełnego humoru. Obie części opisuję w jednym poście, ponieważ okazało się, że niedawno wydana część druga, czyli „Arystokratka w ukropie” jest kontynuacją części pierwszej i moim zdaniem należy je czytać jako całość.

W części pierwszej poznajemy Marię Kostka, naszą tytułową arystokratkę, czyli młodą Amerykankę, której rodzina w 1996 roku odzyskała po raz piąty w historii swój rodzinny zamek. Wcześniej kilka razy zabierali im go krzyżacy i każdy, kto akurat obok przechodził, ostatni byli komuniści. Jednak zamek w Kostce zawsze do rodziny Kostków powracał. Tym razem odzyskują go w opłakanym stanie, a że nie są krezusami, odrestaurowanie go wymaga wielu zabiegów.

Przygody zaczynają się już przy powrocie rodziny Kostków z Ameryki do rodzinnych Czech. Choć za oceanem spędzili wiele lat, to trzeba przyznać, że humor mieli nadal typowo czeski. Już przy pakowaniu się pojawiają się problemy jak tanio, czytaj niezgodnie z przepisami, przewieźć z Ameryki prochy przodków i starą kotkę, ta jeszcze żyje. Zaczyna się robić nerwowo. Koszta rosną, a w kasie pusto, co autor zilustrował następująco:

„…ojciec akurat załatwiał transport lotniczy naszych skremowanych krewnych do Czech, a po chwili powiedział: „O Kurwa”. Potem odłożył słuchawkę i powiedział, że dostanie od tego pierdolca. Jak na to, że jest arystokratą, ostatnio wyraża się dość wulgarnie. Kiedy zwróciłam mu na to uwagę, ryknął, żebym przestała mu pieprzyć morały.”

Skremowani krewni podróż mają odbyć w torebkach po orzeszkach ziemnych owe orzeszki udając, naturalnie nie obywa się bez komplikacji.

Niepoprawnie, ale zabawnie jest od pierwszej do ostatniej strony. Po przylocie do Czech okazuje się, że na zamku jest służba, która przysparza głowę rodziny o palpitacje serca, bo co miesiąc domaga się pensji, ten dzień w kalendarzu pana Kostki jest zaznaczony jako „skubanie”. Na dodatek pracownicy nie są konwencjonalni, kucharka serwuje właściwie wyłącznie gęsi, za to sama chętnie i szczodrze wydziela sobie orzechówkę. Ogrodnik żywi się głównie prozakiem. Guwernantka to połączenie amerykańskiej nastolatki z zombie. Nie będę zdradzała wszystkiego, warto te książki przeczytać i ponapawać się czeskim humorem.

Książkę polecam na poprawę nastroju, nie zawsze ma się przecież ochotę na poważne lektury. Ta jest napisana ładnym językiem, dobrze się ją czyta, wciąga nas niezobowiązująco w historie rodzinne Kostków, wytyka ludzkie wady, ale przede wszystkim relaksuje. Nawet o poważnych zagadnieniach Bocek pisze z ogromnym dystansem, jako przykład podam myśl pana Spocka, ogrodnika:

„człowieka przez kilka dni pobolewa ręka, a na rentgenie mówią mu, że w kupie trzymają go już tylko przerzuty”.

FullSizeRenderKsiążka idealna na chandrę, na plażę, albo na wieczorny relaks po trudnym dniu. Pełna gagów, żartów sytuacyjnych, ale pozwala też na odrobinę refleksji nad naszymi przywarami.

Według mnie nie należy pomijać części pierwszej,  choć druga ma wstęp i słowo wyjaśnienia kto jest kim, to pominięcie części pierwszej nie pozwoli nam się wystarczająco wczuć w atmosferę powieści.

 

 

„Historia Architektury” R. Toman, B. Borngasser, Achim Bednorz

IMG_1661  „Historia Architektury od Starożytności po czasy współczesne”

Opracowanie Rolf Toman

Tekst Barbara Borngasser

Zdjęcia Achim Bednorz

Tłumaczenie Marta Boguta

Wydawnictwo Parragon

Kategoria: Album

 

Tym razem zapraszam do zapoznania się z książką o ważnej dziedzinie sztuki i kultury, jest to skrócone kompendium wiedzy o stylach i nurtach w architekturze. Zamysłem autorów było pokazanie historii budownictwa w sposób przystępny, zawierający rys historyczny i podstawowe informacje o najważniejszych dziełach architektonicznych z poszczególnych okresów.

Zaczyna się od Starożytności, ciekawe, że sztuka tamtego okresu nadal jest żywo obecna w naszej architekturze i wywiera żywy wpływ na sposób postrzegania estetyki. Szkoda, że tak niewiele budynków przetrwało do naszych czasów, za to na hasło Wiszące ogrody Semiramidy można uruchomić wyobraźnię. Zachowały się natomiast reguły, zasady budowania, te od czasów greckich do dziś imponują pomysłowością rozwiązań i doskonałym rzemiosłem. Kolejny godny odnotowania wątek to planowanie całościowe, czyli miasto było tworzone jako jedna komórka, wszystkie niezbędne w nim budynki miały jednorodny układ, były spójne wizualnie.

W następnych rozdziałach poznajemy: Wczesne Chrześcijaństwo, Architekturę Islamu w Europie, Wczesne Średniowiecze, Romanizm, Gotyk, Renesans, Barok i Rokoko, Klasycyzm i Romantyzm, Historyzm i Architekturę Inżynieryjną i Wiek XX.

Niektóre opisane okresy wywarły na mnie większe wrażenie, na przykład w Renesansie nastąpiło powstanie teorii architektury, co było milowym krokiem do planowania i projektowania w późniejszych czasach. Architektura przestała być wiedzą tajemną budowniczych, a stała się nauką humanistyczną.

IMG_1663To z tego czasu pochodzi rysunek człowieka witruwiańskiego stworzony przez Leonarda da Vinci. Ciało mężczyzny uznał on za doskonałe odzwierciedlenie kosmosu. Jego proporcje wpisane są w koło i kwadrat, które wykorzystywał do projektowania budynków. Da Vinci uznał człowieka za miarę wszechrzeczy.

Kolejny ciekawy moment to Architektura Inżynieryjna i jej główny element, czyli wykorzystanie konstrukcji stalowej. Obróbka stali całkowicie zmieniła proces projektowania, od tego momentu najważniejszy był metalowy szkielet budynku, ściany to jedynie uzupełnienie. Dzięki tej technice możliwe jest filigranowa dla oka konstrukcja gigantycznych mostów (np. most Brookliński). Poza tym rozwój przemysłu wywołał potrzebę powstawania budynków użytecznych jak magazyny, dworce, a na coraz mniejszej powierzchni potrzeba coraz więcej budynków, stąd korzystając ze stalowych konstrukcji, zaczęto budować drapacze chmur.

IMG_1662Jeśli chodzi o ogólne wrażenia, to przyznaję, że są bardzo pozytywne, doskonałe fotografie idealnie pokazują to, co opisane jest obok. Zdjęcia są nienaganne jakościowo. Ciekawy tekst zawsze odnajduje w nich odzwierciedlenie, chylę czoła przed osobą odpowiedzialną za układ tej książki. Dodatkowo słownictwo jest zrozumiała dla laika (takiego jak ja). W momencie opisywania budowli islamskich dodano specjalną tabelkę – słowniczek  pojęć, to bardzo ułatwiło czytanie rozdziału o architekturze dalszej nam kulturowo.

IMG_1664Miłym akcentem jest też odnajdywanie w albumie zdjęć z miejsc, które się osobiście widziało.

Ten album warto mieć, nie koniecznie trzeba go czytać od deski do deski, choć było to przyjemne doświadczenie. Wydaje mi się jednak, że prawdziwą wartość będziemy mogli docenić zaglądając do niego przed wyjazdem na wakacje i wyszukując informacji o budynkach w kraju, który planujemy odwiedzić.

Jedyne zastrzeżenie to dość ograniczony zasięg geograficzny, opisano głównie budowle z Europy Zachodniej. Lecz poza tym jednym niuansem to dzieło idealne. Mam nadzieję, że znajdą się chętni do poznania jego treści. Ważne jest rozwijanie w sobie poczucia estetyki, żeby architektoniczne koszmarki opisywane przez Springera nie powstawały w naszym otoczeniu.

 

 

„Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie” Paweł Smoleński

IMG_1658„Zielone migdały,

czyli po co światu Kurdowie”

Paweł Smoleński

 

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2016

 

Paweł Smoleński zyskał moją sympatię już dzięki swoim książkom o Izraelu. Teraz trafił z tematem, który od pewnego czasu mnie interesuje. Kurdowie są dla mnie zagadką, wiem o nich mało, a ostatnio wydaje się, że znaleźli się w samym środku dziejowej zawieruchy. Smoleńskiemu udało się nieco przybliżyć najnowszą historię Kurdów, opowiedzieć o ich mentalności i aspiracjach.

Początek książki wydał mi się chaotyczny, chwilami gubiłam się w którym dokładnie roku dzieją się opisywane przez autora historie, ale w kolejnych rozdziałach ten problem nieco mniej irytuje.

Reporter przedstawia nam wydarzenia w mieście Halabdża w 1988 roku. To właśnie tam użyto broni chemicznej, Saddam Husajn zlecił to zadanie osobie znanej potem jako Chemiczny Ali, zginęło 5 tysięcy ludzi. W ogóle rok 1988 był wyjątkowo smutny dla mieszkańców tamtych rejonów, na Kurdach dokonano ludobójstwa na wiele sposobów, poza bronią masowego rażenia były też masowe rozstrzeliwania całych wiosek. Według szacunków życia pozbawiono tylko w tym jednym roku 182 tysiące Kurdów, szkoda, że świat nie pamięta o tych ofiarach.

Inny wątek poruszony przez Smoleńskiego, to opis czasów zaraz po zakończeniu działań wojennych, w Kurdystanie zaczęli pojawiać się bogaci Arabowie, oferowali pomoc, budowali szpitale, dawali jedzenie. W zamian oczekiwali przyjęcia ich zasad wyznawania islamu. Kurdowie przez chwilę pozwalali im sobie ‚pomagać’, ale szybko przekonali się, że szariat jest nie dla nich i Arabów przegonili. Z opisów autora można wywnioskować, że Kurdowie wyznają islam w sposób najbardziej przyjazny, jaki można sobie wyobrazić, nie szykanują mieszkających u nich chrześcijan, nie dążą do narzucania państwu zasad religii. Od 2005 roku do 2012 roku starali się utworzyć z gruzów kraj na wzorzec zachodni, z wolnymi wyborami, prawami kobiet, nadrzędnością prawa świeckiego. Nie było to łatwe, bo istniały dawne przyzwyczajenia, zależności klanowe wpływały na decyzje urzędników. Jeśli chodzi o równouprawnienie, to droga od teorii do praktyki okazała się wyboista, trzeba było pokonać problemy takie jak rytualne okaleczanie kobiet. Obrzezanie uznano za przestępstwo, ale to nie wszystkich przekonało o niewłaściwości tej praktyki. Kolejny bolesny temat to zabójstwa honorowe, wiele kobiet przyznawało, że nie potrafią dostatecznie oprzeć się patriarchalnej tradycji i są zbyt uległe, aby walczyć o swoje prawa we własnych domach.

Smoleński przedstawia jeszcze inne poruszające fakty z historii Kurdystanu, poznajemy przyjaciół autora i jego przewodników po tym odległym miejscu. Obraz jaki się rysuje jest w pewnym sensie nadzieją, że kraj islamski może być postępowy, może adaptować europejskie wzorce. Z drugiej strony mamy wizję Bliskiego Wschodu, czyli otoczenia Kurdystanu, które już tak przyjemne nie jest. Te opowieści o krajach ościennych niosą trwogę, są trudne do wyobrażenia dla Europejczyka i całkowicie przeciwne naszym wartościom. Ta trwoga jest w nas chyba największa, kiedy bardziej zbliżamy się do obecnych czasów i swoją złowrogą paszczę pokazuję Isis…

 

Książka dla osób zainteresowanych tematyką wschodnią. Momentami czyta się ją doskonale, chwilami jakby czegoś brakowało. Moim zdaniem autor za często zakłada, że wiemy o którym czasie z historii Kurdystanu pisze, mnie potrzeba dokładniejszych odnośników do dat, zwłaszcza, że wydarzenia nie są opisywane chronologicznie.

Poza tym po przeczytaniu czułam pewien niedosyt, liczę na jakieś uzupełnienie od autora. Kurdystan ma wyjątkową historię, jest oazą na tle regionu, nadzieją na Bliski Wschód nie odbiegający mentalnie od Europy. Smoleński tam był, poznał go i, dla mnie, mógłby napisać o nim jeszcze. Może jeśli takich głosów będzie więcej, to autor rozważy rozszerzone wydanie?

Według mnie to wartościowa książka, jedna z niewielu o niezwykłym narodzie Kurdyjskim.

 

 

„Czarnobylska modlitwa” Swietłana Aleksijewicz

„Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości”

IMG_1654Swietłana Aleksijewicz

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2012

 

Aleksijewicz pokazuje Białorusinów, Ukraińców i Rosjan w ich codziennym życiu już wiele lat po wybuchu w elektrowni atomowej, ale z jego piętnem. Bardzo wielu namówiła do wspomnień z czasu zaraz po katastrofie. Poznajemy osoby starsze, dla których wielkim bólem była konieczność opuszczenia własnych domów w wioskach, gdzie żyli od pokoleń. Nagle musieli zostawić wszystko, porzucić nawet domowe zwierzęta, te opisy były szczególnie dramatyczne. Trzeba pamiętać, że wybuch w Czarnobylu spowodował katastrofę niewidoczną dla oka, wielu ludziom nie mieściło się w głowie, że skażenie w ogóle istnieje, wynosili radioaktywne meble, ubrania i sprzedawali je w odległych zakątkach ZSRR. Wiele osób mówi, że byli gotowi na wojnę, ale nie na to, co stało się po wybuchu.
Aleksijewicz po raz kolejny udało się odnaleźć ludzi bezpośrednio zaangażowanych w przełomowe dla ludzkości wydarzenia jak gaszenie reaktora, lub osoby blisko z nimi związane – matki, żony. Wszystkich skłoniła do opowiedzenia tych trudnych historii chowanych w najdalszych zakamarkach pamięci. Chowanych nie bez powodu, są jak zmory. Bardzo wielu uczestników tamtych wydarzeń choruje na nowotwory, dzieci z tamtych rejonów nie przypominają swoich rówieśników z innych miejsc, są smutne i ospałe, przedwcześnie umierają.

Ważny wątek to podejście władzy do wybuchu i jego skutków, zaprzeczanie zagrożeniu, pogarda dla ludzkiego życia i zdrowia. Ciekawa wydaje mi się też opinia, że Rosjanie to prości ludzie, rozwojowo nie byli gotowi na technologię rozszczepiania atomów. To zdaje się mieć potwierdzenie zarówno podczas niedbalstwa przy budowie reaktora jak i zupełnym nieprzygotowaniu do możliwości awarii.

Książka jest napisana świetnym językiem, ale mimo tego nieraz trudno ją czytać, bo jak można się pogodzić z niesprawiedliwością jaką tak często opisuje. Aleksijewicz ma wielki dar pokazywanie wielkich spraw z perspektywy maluczkich, trybików w politycznej machinie. Choć o samej polityce nie mówi wprost, pokazuje działanie władz i to wystarcza.

„Czarnobylska modlitwa” jest bardzo trudna ze względu na temat, mogę ją polecić osobom chcącym poznać prawdę o tamtych wydarzeniach i mającym świadomość, że nie będzie to łatwa lektura. Przytłacza ogromem cierpienia bohaterów, jest przestrogą i zapisem jednego z najważniejszych wydarzeń naszej współczesnej historii.

„Źle urodzone” Filip Springer

„Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u”

Filip SpringerIMG_1653

Wydawnictwo Karakter

Kategoria: Reportaż

 

Książkę przeczytałam w jeden dzień, bo od prac Springera trudno się oderwać. Tym razem tropiciel brzydoty w architekturze zabiera nas w podróż w czasie. Wracamy do realiów PRL-u, odbudowy Polski po II wojnie, zaspokajania głodu mieszkaniowego. Springer przygotował zbiór tekstów o wybitnych architektach, o ich pomysłach, nowatorskich rozwiązaniach i efektach ich pracy jakie przetrwały do naszych czasów.

Na mnie trzy fragmenty zrobiły największe wrażenie, to opis działalności Hansenów, ale temu autor poświęcił w całości inną książkę, którą postaram się opisać za jakiś czas. Kolejny dotyczy Arsenału w Poznaniu, do którego chyba najchętniej użyłabym określenia koszmarna pamiątka modernizmu. Budynek nie pasuje do otoczenia, nie udało się wcielić w życie planów poprawienia jego wyglądu, bo najlepsze rozwiązania zakładają właściwie zasłonienie budynku, a nie jakiekolwiek zabiegi adaptacji. Poznaniacy mają sporą zagwozdkę, co z takim dziwactwem zrobić. I trzeci – o budynku to Dworca Centralnego w Warszawie. Springer przedstawia nam okoliczności jego powstania: nagłą decyzję o budowie, wyłożenie ogromnych środków na dokończenie dworca na kolejny zjazd partii. Dodatkowe ciekawostki pochodzą z czasów niedawnego remontu, kiedy to odkryto w podziemiach skład mięsa niektórych dworcowych restauracji, czy niezliczone ilości portfeli – pamiątkę wieloletniej działalności kieszonkowców.

Takich fragmentów jest więcej, poznajemy ciekawostki architektoniczne z Katowic, Lublina, czy Szczecina. Autor prowadzi nas przez kolejne etapy ich powstawania, od zamysłu architekta, poprzez wykonanie, które nieraz ten pomysł wypaczało, aż po czasy dzisiejsze i spełnianie, bądź niespełnianie swojej funkcji przez dany budynek. W większości przypadków te nowoczesne kiedyś rozwiązania obecnie się nie sprawdzają, budynki są zaniedbane i raczej straszą niż zdobią. Zaskoczyło mnie jak ładnie wyglądał Dworzec Centralny zaraz po oddaniu go do użytku, wyróżniał się na tle miasta, nie był jeszcze wtedy stojakiem dla reklam.

Jeśli chodzi o samą książkę to jest świetnie wydana, duży rozmiar powoduje, że zdjęcia z przyjemnością się ogląda. Moje zastrzeżenia wzbudza tylko dobór i kadrowanie niektórych fotografii, nie zawsze wystarczająco pokazują sedno omawianej kwestii. W kilku miejscach przydałyby się mapki terenu, bez znajomości topografii danej okolicy problemem jest wyobrażenie jej sobie – to nie tylko moja opinia, wiem, że inny czytelnik miał ten sam kłopot. Dodatkowo Springer wspomina wybitne dzieło jednego z naszych architektów, a zdjęcia próżno w książce szukać. Dla mnie idealne byłoby dołączenie też rysunków i projektów, ale może następnym razem i takie dodatki się pojawią.

Pisarstwo Springera bardzo cenię od „Miedzianki”, czyli jego doskonałego debiutu. Uważam, że ma wielki talent, natomiast często chciałabym więcej od zamieszczanych w jego publikacjach zdjęć.

Książkę czyta się tak lekko, że może być miłą rozrywką na niedzielne popołudnia, a może kogoś skłoni do zwrócenia większej uwagi na otaczającą nas architekturę, pozwoli zwiększyć wrażliwość na kompozycję, styl i układ otaczających nas budynków.

 

„Czasy secondhand” Swietłana Aliksijewicz

IMG_1646

„Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”

Swietłana Aleksijewicz

Wołowiec 2014

 

Kategoria: Reportaż

 

 

Tym razem chór głosów tworzą zwykli ludzie, łączy ich to, że żyją w czasach po upadku Związku Radzieckiego, książka w Rosji ukazała się w 2013 roku. Pokazuje nam ludzi w „czasach przemian”. Polacy, którzy te czasy przeżyli, będą mieli okazję wspomnieć nagłe podwyżki, wszechobecne stragany z towarami nagle dostępnymi w pełnej gamie, różnorodności i tandecie. Ludzie w komunie zajmujący eksponowane stanowiska nagle zostali bez pracy. Intelektualiści przymierali głodem, bo przestali się liczyć w społeczeństwie szalonego materializmu. To wszystko znamy.

Jednak są też różnice. Nikt z moich starszych znajomych nie mówi, że tęskni za komuną, chyba, że w żartach. Rosjanie natomiast się do tego przyznają, twierdzą, że wtedy czuli się potrzebni. Charakterystyczna jest wypowiedź, że zamiast pralek powinno się znów produkować czołgi, bez pralek mogą żyć, a bez poczucia, że są częścią mocarstwa już nie. Aleksijewicz znów uchwyciła tę rosyjską tęsknotę za wielkością, mocarstwowością.

Bardzo poruszające są wypowiedzi byłego wysokiego urzędnika na Kremlu, który nie zgodził się na podanie nazwiska, ani funkcji. Twierdzi, że Rosja zawsze funkcjonowała w trybie mobilizacyjnym, nie była nigdy zaprogramowana na życie w pokoju. Dodaje, że mentalnie ten kraj jest monarchią i podświadomie wszyscy potrzebują cara.

Chyba warto też zaznaczyć, że zmiany w Rosji były bardziej burzliwe niż u nas. Ludzie oczekiwali łagodnego socjalizmu, a dostali brutalny kapitalizm i bandytów bezkarnie prowadzących swoje czarne interesy na ulicach. To dodatkowo utrudniało przekonanie się do nowego systemu. Po czasowej próbie wprowadzenia zmian, w końcu znów pojawiła się silna władza. Kapitalizm się w Rosji nie sprawdza, bo wg innego rozmówcy Rosjanin nie pragnie bogactwa, zależy mu tylko, żeby inni też się nie bogacili.

Bardzo podobały mi się też fragmenty pokazujące życie klasy średniej, jeśli można ich tak nazwać, ludzi lubiących klasyczną literaturę, którzy spotykali się w kuchniach i godzinami omawiali sprawy kraju przy mocnej herbacie.

Całość zagadnienia może się wydawać przytłaczająca i chwilami taka bywa, jak zawsze u Aleksijewicz jesteśmy zmuszani do refleksji, ale tym razem na mniej drastycznych przykładach. Musimy przez chwilę zastanowić się nad mentalnością naszych sąsiadów, możemy spojrzeć na nich i zobaczyć, że pomimo wspólnej historii jesteśmy bardzo odmienni. Autorka przywołuje powiedzenie, że w Rosji w pięć lat można zmienić wiele, ale w ciągu stu lat nie zmieni się nic. Wydaje się, że ma to poparcie w faktach. Rosjanie kilkakrotnie mieli szansę na zmianę podejścia do życia, na zmianę ustroju politycznego, bywały chwilowe odwilże, dobrobyt. W dłuższej perspektywie zwyciężało jednak zapatrzenie w silnego przywódcę i dążenie do bycia militarną potęgą bez względu na koszty ponoszone przez społeczeństwo.

Książkę bardzo dobrze się czyta, jest świetnie zredagowana, a przekład Jerzego Czecha jest wyborny. Tę pozycję można przeczytać jako rozgrzewkę do pozostałych publikacji Aleksijewicz, jest chyba najprzystępniejsza, najmniej obciążająca, a przygotowuje czytelnika na pozostałe. Ta nietypowa forma wielogłosu wymaga bowiem przyzwyczajenia, nie ma tu jednego bohatera idącego z nami przez wydarzenia, autorka jest niemal niewidoczna. Mimo tego przez te 500 stron prowadzą nas bohaterowie tak nam bliscy, że trudno się od nich oderwać. Świetna lektura.

„Przejęzyczenie” Zofia Zaleska

IMG_1644

„Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie”

Zofia Zaleska

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2015

Kategoria: Wywiady

 

To nietuzinkowa pozycja na naszym rynku wydawniczym, Zofia Zaleska przyjrzała się pracy tłumaczy, przedstawiła nam ich metody działania, zaproponowała podejście do przekładu jak do części literatury polskiej.

Tłumacze są coraz bardziej doceniani, można wspomnieć choćby o równolegle przyznawanej nagrodzie im. Ryszarda Kapuścińskiego dla autorów i za przekład. Jak ważna jest ich rola dla literatury uświadomimy sobie, jeśli wyobrazilibyśmy sobie, że nagle pozbawiono by nas przekładów, jak bardzo zubożałyby nasze biblioteki!

Zaleska bardzo dobrze przygotowała się do wywiadów, zapoznała się z tłumaczonymi przez swoich rozmówców książkami, z ich dokonaniami zawodowymi, ale też z kulturą kraju, którego literaturę tłumaczą. Każda z rozmów mogłaby być materiałem na osobną książkę, tłumacze okazali się ludźmi o szerokich horyzontach, mają do powiedzenie wiele istotnych rzeczy o krajach, z których pochodzą tłumaczone przez nich książki. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że czytam rozmowę z językoznawcami- globtroterami, to ich życie w dwóch światach zdaje się dawać im spory dystans do siebie i świeże spojrzenie na naszą codzienność.

Przytoczę kilka wypowiedzi Magdy Haydel – tłumaczki z języka angielskiego.

O polskim rynku wydawniczym, jak go ulepszyć:

Jeśli nie zaczniemy kupować i czytać książek, czyli nie damy sygnału, że nam zależy, to nie będziemy mieli narzędzi, żeby wywierać presję na wydawców i walczyć o jakość.

Co dają tłumaczenia:

Literatura w przekładzie przysparza nowego ducha językowi, nie tylko (…) uzupełnia braki w kanonie.

Książkę polecam gorąco wszystkim miłośnikom literatury. Są to świetnie zredagowane rozmowy z osobami pełnymi pasji i posiadającymi imponującą wiedzę z teorii literatury i kulturoznawstwa. Takie książki to wspaniały wkład w rozwój czytelnictwa, zachęca do poznawania klasyki i podaje tytuły wartościowych książek spoza głównego nurtu.

„Dziennik roku chrystusowego” Jacek Dehnel

 

IMG_1642 Jacek Dehnel

„Dziennik roku chrystusowego”

Wydawnictwo W.A.B.

2015

 

Kategoria: Dziennik

 

Dziennik to zapiski o życiu pisarza w tytułowym trzydziestym trzecim roku życia. Razem z Dehnelem przejdziemy przez wydarzenia z roku 2013, opisane z perspektywy autora, nieraz bardzo przyziemne, jak wyjście na zakupy, czy jego stroje, nieraz odnoszące się do wydarzeń na świecie.

Według mnie w przypadku tej książki nie należy bardzo skupiać się na fabule. Dla miłośników dzienników może ona być ważna, ale dla wielu okaże się zbyt przyziemna, prozaiczna, pewnie nawet nudna. Proponuję poświęcić uwagę językowi, jest bogaty, pełen zawiłości, cytatów, archaizmów i języka potocznego jednocześnie. Dehnel ma wielką łatwość w budowaniu zdań pięknych, wielokrotnie złożonych, ale nie zawiłych, a zakończonych puentą. Cały dziennik czyta się jak połączenie felietonu, obrazka i publicystyki z dodatkiem czarnego humoru.

Podoba mi się na przykład jego refleksja o nowomowach: kościelnej, partyjnej i korporacyjnej. Próbka tej ostatniej Podobnie jest z dżunior prodżekt menegerami (…) Brifują i sendują fajle. Do tego diagnoza pisarza, że problem powstał z braku wystarczających zasobów językowych, przez co konieczne jest przejęcie języka środowiska. I takich małych obserwacji, smaczków, znajdziemy więcej, na przykład, czy wiecie, że nazwisko Mucha, Mucho jest typowe dla spolszczonych Tatarów? Nie pochodzi wcale od much, a od Muhammada.

Według mnie „Dziennik” ma szansę stać się książką kultową, ale za dwadzieścia, trzydzieści lat. Będzie zapisem życia codziennego początku wieku. Sam autor wydaje się tak właśnie o nim myśleć, co zdradził na spotkaniu z czytelnikami. Przewiduje, że kiedyś będzie to jak kronika codzienności 2013. Zgadzam się z nim.

Tę książkę mogę polecić koneserom dzienników, lub miłośnikom języka. Ja zaliczam się do tych drugich i czytam z przyjemnością, bo językowo jest to dla mnie jedna z najlepszych książek roku.

P.S.IMG_1643

Dehnel przywołuje w „Dzienniku” inną swoją książkę – „Lala” z 2006 roku (wydawnictwo W.A.B.)

To wspomnienia ostatnich lat życia jego babci, zapiski z jej powolnego odchodzenia i wyrywane niepamięci opowieści o jej młodości. Jednocześnie z autorem przechodzimy przez jej chorobę, widzimy jego trud, ale i normalne życie. Historia jaką pewnie wiele osób przeżywa we własnym domu. Napisana bez zadęcia, ale z wielką czułością.

Tę książkę polecam każdemu. Dehnel pokazał w niej swój wybitny talent pisarski, „Lala” była nominowana min. do Nagrody Angelus.

„Rwący nurt historii” Ryszard Kapuściński

IMG_1629„Rwący nurt historii”

Ryszard Kapuściński

Wydawnictwo Znak 2007

 

Tę książkę można uznać za podsumowanie reporterskich lat Kapuścińskiego. Kolejne rozdziały poświęca zakątkom świata, które opisywał we wcześniejszych reportażach.

Chyba najwięcej uwagi poświęca swojej kochanej Afryce. Wielu z nas, którzy znają jego reportaże, przypomni je sobie i usłyszy opinię o kontynencie bardziej wprost, autor wymienia zaniedbania, zagrożenia i pisze o naszym niezrozumieniu tego kontynentu.

Dla mnie szczególnie ciekawe były fragmenty o Rosji. Chętnie przeczytałam jego analizę upadku pierestrojki wynikającą z ambicji narodowych w poszczególnych republikach i z braku postaw demokratycznych u obywateli całej Rosji. Dodatkowo na przeszkodzie zmianom stało podejście zakładające, że „trzeba cierpieć”, bo takie według naszych sąsiadów jest ludzkie życie i nie ma w nich potrzeby walki ze złym losem.

Kolejne rozdziały to między innymi analiza Islamu, opis sytuacji w Ameryce Południowej i Europie.

Książka nie jest może tak porywająca jak choćby „Autoportret reportera”, czy moja ulubione „Podróże z Herodotem”, ale czyta się ją dobrze, zmusza do zastanowienia.

Dla fanów Kapuścińskiego to może być mało intensywne doznanie czytelnicze, ale dla osób słabiej znających autora lub reportaż w ogóle, będzie doskonałym wstępem do tego, czym zajmują się ten gatunek. Książka nie jest nadmiernie trudna, a pokazuje cały wachlarz opinii jakie Kapuściński zebrał przez wiele lat swojej pracy we wszystkich zakątkach świata.

„Perspektywa mrówki” Agnieszka Wójcińska

IMG_1627

„Perspektywa mrówki”

Agnieszka Wójcińska

Wydawnictwo Czarne 2015

 

Tym razem coś nietypowego, nie reportaże, a wywiady z ich twórcami. W pierwszej części „Reporterzy bez fikcji” Agnieszka Wójcińska rozmawiała z autorami z Polski, tym razem są to światowe autorytety tego gatunku.

Możemy przeczytać wywiad z noblistką Swietłaną Aleksijewicz, zdobywcami nagród Kapuścińskiego – Liao Yiwu, Edem Vulliamy, czy Jeanem Hatzfeldem.

Autorka rozmawia z nimi o ich warsztacie, roli współczesnego reportażu, pytała jaki jest sens ich pracy, jaka motywacja i wreszcie jaka cena do zapłaty za to, co robią. Udało jej się pokazać nam reporterów nie przy pracy, ale poza nią, to jakimi są ludźmi, jak radzą sobie ze stresem, czym się interesują, jak wygląda ich życie codzienne.

Gratka dla fanów i twórców reportażu, dla niewtajemniczonych książka będzie pewnie zupełnie niezrozumiała.

Na spotkaniu z autorką utwierdziłam się w tej opinii, napisała to, bo kocha reportaż, to jej pasja.  Stąd każda rozmowa jest inna, IMG_1628doskonale przygotowana, interesująca. Reporterzy, z którymi rozmawiała Wójcicka przyznają, że jest to zawód wymagający ogromnych osobistych poświęceń, ale też zmieniający wiele w naszej rzeczywistości, lub, jak mówi jeden z bohaterów, pozwalający nam, czytelnikom, te problemy dostrzec i się im przeciwstawiać.

Bardzo spodobała mi się opinia pana Zaremby Bielawskiego o tym, kto czyta reportaże. Uważa on, że newsy pokazują tylko kto, co, gdzie, kiedy; reportaże pisze się dla osób, które ciekawi jeszcze dlaczego.

„Perspektywa mrówki” spodoba się fanom non fiction, warto jednak najpierw zapoznać się z dorobkiem osób, z którymi wywiady są prowadzone, potem, w ramach deseru, można poczytać wywiady z nimi.