„Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie” Paweł Smoleński

IMG_1658„Zielone migdały,

czyli po co światu Kurdowie”

Paweł Smoleński

 

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2016

 

Paweł Smoleński zyskał moją sympatię już dzięki swoim książkom o Izraelu. Teraz trafił z tematem, który od pewnego czasu mnie interesuje. Kurdowie są dla mnie zagadką, wiem o nich mało, a ostatnio wydaje się, że znaleźli się w samym środku dziejowej zawieruchy. Smoleńskiemu udało się nieco przybliżyć najnowszą historię Kurdów, opowiedzieć o ich mentalności i aspiracjach.

Początek książki wydał mi się chaotyczny, chwilami gubiłam się w którym dokładnie roku dzieją się opisywane przez autora historie, ale w kolejnych rozdziałach ten problem nieco mniej irytuje.

Reporter przedstawia nam wydarzenia w mieście Halabdża w 1988 roku. To właśnie tam użyto broni chemicznej, Saddam Husajn zlecił to zadanie osobie znanej potem jako Chemiczny Ali, zginęło 5 tysięcy ludzi. W ogóle rok 1988 był wyjątkowo smutny dla mieszkańców tamtych rejonów, na Kurdach dokonano ludobójstwa na wiele sposobów, poza bronią masowego rażenia były też masowe rozstrzeliwania całych wiosek. Według szacunków życia pozbawiono tylko w tym jednym roku 182 tysiące Kurdów, szkoda, że świat nie pamięta o tych ofiarach.

Inny wątek poruszony przez Smoleńskiego, to opis czasów zaraz po zakończeniu działań wojennych, w Kurdystanie zaczęli pojawiać się bogaci Arabowie, oferowali pomoc, budowali szpitale, dawali jedzenie. W zamian oczekiwali przyjęcia ich zasad wyznawania islamu. Kurdowie przez chwilę pozwalali im sobie ‚pomagać’, ale szybko przekonali się, że szariat jest nie dla nich i Arabów przegonili. Z opisów autora można wywnioskować, że Kurdowie wyznają islam w sposób najbardziej przyjazny, jaki można sobie wyobrazić, nie szykanują mieszkających u nich chrześcijan, nie dążą do narzucania państwu zasad religii. Od 2005 roku do 2012 roku starali się utworzyć z gruzów kraj na wzorzec zachodni, z wolnymi wyborami, prawami kobiet, nadrzędnością prawa świeckiego. Nie było to łatwe, bo istniały dawne przyzwyczajenia, zależności klanowe wpływały na decyzje urzędników. Jeśli chodzi o równouprawnienie, to droga od teorii do praktyki okazała się wyboista, trzeba było pokonać problemy takie jak rytualne okaleczanie kobiet. Obrzezanie uznano za przestępstwo, ale to nie wszystkich przekonało o niewłaściwości tej praktyki. Kolejny bolesny temat to zabójstwa honorowe, wiele kobiet przyznawało, że nie potrafią dostatecznie oprzeć się patriarchalnej tradycji i są zbyt uległe, aby walczyć o swoje prawa we własnych domach.

Smoleński przedstawia jeszcze inne poruszające fakty z historii Kurdystanu, poznajemy przyjaciół autora i jego przewodników po tym odległym miejscu. Obraz jaki się rysuje jest w pewnym sensie nadzieją, że kraj islamski może być postępowy, może adaptować europejskie wzorce. Z drugiej strony mamy wizję Bliskiego Wschodu, czyli otoczenia Kurdystanu, które już tak przyjemne nie jest. Te opowieści o krajach ościennych niosą trwogę, są trudne do wyobrażenia dla Europejczyka i całkowicie przeciwne naszym wartościom. Ta trwoga jest w nas chyba największa, kiedy bardziej zbliżamy się do obecnych czasów i swoją złowrogą paszczę pokazuję Isis…

 

Książka dla osób zainteresowanych tematyką wschodnią. Momentami czyta się ją doskonale, chwilami jakby czegoś brakowało. Moim zdaniem autor za często zakłada, że wiemy o którym czasie z historii Kurdystanu pisze, mnie potrzeba dokładniejszych odnośników do dat, zwłaszcza, że wydarzenia nie są opisywane chronologicznie.

Poza tym po przeczytaniu czułam pewien niedosyt, liczę na jakieś uzupełnienie od autora. Kurdystan ma wyjątkową historię, jest oazą na tle regionu, nadzieją na Bliski Wschód nie odbiegający mentalnie od Europy. Smoleński tam był, poznał go i, dla mnie, mógłby napisać o nim jeszcze. Może jeśli takich głosów będzie więcej, to autor rozważy rozszerzone wydanie?

Według mnie to wartościowa książka, jedna z niewielu o niezwykłym narodzie Kurdyjskim.

 

 

„Czarnobylska modlitwa” Swietłana Aleksijewicz

„Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości”

IMG_1654Swietłana Aleksijewicz

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec 2012

 

Aleksijewicz pokazuje Białorusinów, Ukraińców i Rosjan w ich codziennym życiu już wiele lat po wybuchu w elektrowni atomowej, ale z jego piętnem. Bardzo wielu namówiła do wspomnień z czasu zaraz po katastrofie. Poznajemy osoby starsze, dla których wielkim bólem była konieczność opuszczenia własnych domów w wioskach, gdzie żyli od pokoleń. Nagle musieli zostawić wszystko, porzucić nawet domowe zwierzęta, te opisy były szczególnie dramatyczne. Trzeba pamiętać, że wybuch w Czarnobylu spowodował katastrofę niewidoczną dla oka, wielu ludziom nie mieściło się w głowie, że skażenie w ogóle istnieje, wynosili radioaktywne meble, ubrania i sprzedawali je w odległych zakątkach ZSRR. Wiele osób mówi, że byli gotowi na wojnę, ale nie na to, co stało się po wybuchu.
Aleksijewicz po raz kolejny udało się odnaleźć ludzi bezpośrednio zaangażowanych w przełomowe dla ludzkości wydarzenia jak gaszenie reaktora, lub osoby blisko z nimi związane – matki, żony. Wszystkich skłoniła do opowiedzenia tych trudnych historii chowanych w najdalszych zakamarkach pamięci. Chowanych nie bez powodu, są jak zmory. Bardzo wielu uczestników tamtych wydarzeń choruje na nowotwory, dzieci z tamtych rejonów nie przypominają swoich rówieśników z innych miejsc, są smutne i ospałe, przedwcześnie umierają.

Ważny wątek to podejście władzy do wybuchu i jego skutków, zaprzeczanie zagrożeniu, pogarda dla ludzkiego życia i zdrowia. Ciekawa wydaje mi się też opinia, że Rosjanie to prości ludzie, rozwojowo nie byli gotowi na technologię rozszczepiania atomów. To zdaje się mieć potwierdzenie zarówno podczas niedbalstwa przy budowie reaktora jak i zupełnym nieprzygotowaniu do możliwości awarii.

Książka jest napisana świetnym językiem, ale mimo tego nieraz trudno ją czytać, bo jak można się pogodzić z niesprawiedliwością jaką tak często opisuje. Aleksijewicz ma wielki dar pokazywanie wielkich spraw z perspektywy maluczkich, trybików w politycznej machinie. Choć o samej polityce nie mówi wprost, pokazuje działanie władz i to wystarcza.

„Czarnobylska modlitwa” jest bardzo trudna ze względu na temat, mogę ją polecić osobom chcącym poznać prawdę o tamtych wydarzeniach i mającym świadomość, że nie będzie to łatwa lektura. Przytłacza ogromem cierpienia bohaterów, jest przestrogą i zapisem jednego z najważniejszych wydarzeń naszej współczesnej historii.

„Źle urodzone” Filip Springer

„Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u”

Filip SpringerIMG_1653

Wydawnictwo Karakter

Kategoria: Reportaż

 

Książkę przeczytałam w jeden dzień, bo od prac Springera trudno się oderwać. Tym razem tropiciel brzydoty w architekturze zabiera nas w podróż w czasie. Wracamy do realiów PRL-u, odbudowy Polski po II wojnie, zaspokajania głodu mieszkaniowego. Springer przygotował zbiór tekstów o wybitnych architektach, o ich pomysłach, nowatorskich rozwiązaniach i efektach ich pracy jakie przetrwały do naszych czasów.

Na mnie trzy fragmenty zrobiły największe wrażenie, to opis działalności Hansenów, ale temu autor poświęcił w całości inną książkę, którą postaram się opisać za jakiś czas. Kolejny dotyczy Arsenału w Poznaniu, do którego chyba najchętniej użyłabym określenia koszmarna pamiątka modernizmu. Budynek nie pasuje do otoczenia, nie udało się wcielić w życie planów poprawienia jego wyglądu, bo najlepsze rozwiązania zakładają właściwie zasłonienie budynku, a nie jakiekolwiek zabiegi adaptacji. Poznaniacy mają sporą zagwozdkę, co z takim dziwactwem zrobić. I trzeci – o budynku to Dworca Centralnego w Warszawie. Springer przedstawia nam okoliczności jego powstania: nagłą decyzję o budowie, wyłożenie ogromnych środków na dokończenie dworca na kolejny zjazd partii. Dodatkowe ciekawostki pochodzą z czasów niedawnego remontu, kiedy to odkryto w podziemiach skład mięsa niektórych dworcowych restauracji, czy niezliczone ilości portfeli – pamiątkę wieloletniej działalności kieszonkowców.

Takich fragmentów jest więcej, poznajemy ciekawostki architektoniczne z Katowic, Lublina, czy Szczecina. Autor prowadzi nas przez kolejne etapy ich powstawania, od zamysłu architekta, poprzez wykonanie, które nieraz ten pomysł wypaczało, aż po czasy dzisiejsze i spełnianie, bądź niespełnianie swojej funkcji przez dany budynek. W większości przypadków te nowoczesne kiedyś rozwiązania obecnie się nie sprawdzają, budynki są zaniedbane i raczej straszą niż zdobią. Zaskoczyło mnie jak ładnie wyglądał Dworzec Centralny zaraz po oddaniu go do użytku, wyróżniał się na tle miasta, nie był jeszcze wtedy stojakiem dla reklam.

Jeśli chodzi o samą książkę to jest świetnie wydana, duży rozmiar powoduje, że zdjęcia z przyjemnością się ogląda. Moje zastrzeżenia wzbudza tylko dobór i kadrowanie niektórych fotografii, nie zawsze wystarczająco pokazują sedno omawianej kwestii. W kilku miejscach przydałyby się mapki terenu, bez znajomości topografii danej okolicy problemem jest wyobrażenie jej sobie – to nie tylko moja opinia, wiem, że inny czytelnik miał ten sam kłopot. Dodatkowo Springer wspomina wybitne dzieło jednego z naszych architektów, a zdjęcia próżno w książce szukać. Dla mnie idealne byłoby dołączenie też rysunków i projektów, ale może następnym razem i takie dodatki się pojawią.

Pisarstwo Springera bardzo cenię od „Miedzianki”, czyli jego doskonałego debiutu. Uważam, że ma wielki talent, natomiast często chciałabym więcej od zamieszczanych w jego publikacjach zdjęć.

Książkę czyta się tak lekko, że może być miłą rozrywką na niedzielne popołudnia, a może kogoś skłoni do zwrócenia większej uwagi na otaczającą nas architekturę, pozwoli zwiększyć wrażliwość na kompozycję, styl i układ otaczających nas budynków.

 

„Czasy secondhand” Swietłana Aliksijewicz

IMG_1646

„Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”

Swietłana Aleksijewicz

Wołowiec 2014

 

Kategoria: Reportaż

 

 

Tym razem chór głosów tworzą zwykli ludzie, łączy ich to, że żyją w czasach po upadku Związku Radzieckiego, książka w Rosji ukazała się w 2013 roku. Pokazuje nam ludzi w „czasach przemian”. Polacy, którzy te czasy przeżyli, będą mieli okazję wspomnieć nagłe podwyżki, wszechobecne stragany z towarami nagle dostępnymi w pełnej gamie, różnorodności i tandecie. Ludzie w komunie zajmujący eksponowane stanowiska nagle zostali bez pracy. Intelektualiści przymierali głodem, bo przestali się liczyć w społeczeństwie szalonego materializmu. To wszystko znamy.

Jednak są też różnice. Nikt z moich starszych znajomych nie mówi, że tęskni za komuną, chyba, że w żartach. Rosjanie natomiast się do tego przyznają, twierdzą, że wtedy czuli się potrzebni. Charakterystyczna jest wypowiedź, że zamiast pralek powinno się znów produkować czołgi, bez pralek mogą żyć, a bez poczucia, że są częścią mocarstwa już nie. Aleksijewicz znów uchwyciła tę rosyjską tęsknotę za wielkością, mocarstwowością.

Bardzo poruszające są wypowiedzi byłego wysokiego urzędnika na Kremlu, który nie zgodził się na podanie nazwiska, ani funkcji. Twierdzi, że Rosja zawsze funkcjonowała w trybie mobilizacyjnym, nie była nigdy zaprogramowana na życie w pokoju. Dodaje, że mentalnie ten kraj jest monarchią i podświadomie wszyscy potrzebują cara.

Chyba warto też zaznaczyć, że zmiany w Rosji były bardziej burzliwe niż u nas. Ludzie oczekiwali łagodnego socjalizmu, a dostali brutalny kapitalizm i bandytów bezkarnie prowadzących swoje czarne interesy na ulicach. To dodatkowo utrudniało przekonanie się do nowego systemu. Po czasowej próbie wprowadzenia zmian, w końcu znów pojawiła się silna władza. Kapitalizm się w Rosji nie sprawdza, bo wg innego rozmówcy Rosjanin nie pragnie bogactwa, zależy mu tylko, żeby inni też się nie bogacili.

Bardzo podobały mi się też fragmenty pokazujące życie klasy średniej, jeśli można ich tak nazwać, ludzi lubiących klasyczną literaturę, którzy spotykali się w kuchniach i godzinami omawiali sprawy kraju przy mocnej herbacie.

Całość zagadnienia może się wydawać przytłaczająca i chwilami taka bywa, jak zawsze u Aleksijewicz jesteśmy zmuszani do refleksji, ale tym razem na mniej drastycznych przykładach. Musimy przez chwilę zastanowić się nad mentalnością naszych sąsiadów, możemy spojrzeć na nich i zobaczyć, że pomimo wspólnej historii jesteśmy bardzo odmienni. Autorka przywołuje powiedzenie, że w Rosji w pięć lat można zmienić wiele, ale w ciągu stu lat nie zmieni się nic. Wydaje się, że ma to poparcie w faktach. Rosjanie kilkakrotnie mieli szansę na zmianę podejścia do życia, na zmianę ustroju politycznego, bywały chwilowe odwilże, dobrobyt. W dłuższej perspektywie zwyciężało jednak zapatrzenie w silnego przywódcę i dążenie do bycia militarną potęgą bez względu na koszty ponoszone przez społeczeństwo.

Książkę bardzo dobrze się czyta, jest świetnie zredagowana, a przekład Jerzego Czecha jest wyborny. Tę pozycję można przeczytać jako rozgrzewkę do pozostałych publikacji Aleksijewicz, jest chyba najprzystępniejsza, najmniej obciążająca, a przygotowuje czytelnika na pozostałe. Ta nietypowa forma wielogłosu wymaga bowiem przyzwyczajenia, nie ma tu jednego bohatera idącego z nami przez wydarzenia, autorka jest niemal niewidoczna. Mimo tego przez te 500 stron prowadzą nas bohaterowie tak nam bliscy, że trudno się od nich oderwać. Świetna lektura.

„13 pięter” Filip Springer

13pieter

Filip Springer

„13 pięter”

Wydawnictwo Czarne, 2015

 

Springera znamy głównie jako orędownika piękna w architekturze i bezwzględnego krytyka brzydoty w otaczającej nas przestrzeni. Tym razem autor zajął się tematyką zbliżoną, ale przedstawił ją od strony użytkownika, czyli nas, którzy potrzebujemy dachu nad głową.

Kwestia budownictwa masowego i zapotrzebowania na mieszkania opisane w książce podzielić można na następujących zagadnienia:

1. Dwudziestolecie  Międzywojenne.

Ludzie mieszkają w tekturowych budach, schroniskach dla bezdomnych, popełniają samobójstwa, kiedy dostają nakazy eksmisji na bruk. Robotnicy przybyli do miast po I Wojnie Światowej żyją w skrajnej biedzie, nie stać ich na wynajęcie pokoju, nie marzą nawet o kupnie mieszkania. Springer opisuje programy socjalne, które miały poprawić sytuację mieszkaniową najuboższych, ale najczęściej korzystali z nich ludzie zamożni.

2.Czasy obecne.

Kredyty na mieszkania są o wiele za drogie, a dla osób pracujących na zlecenia nieosiągalne.

3. Czyściciele kamienic.

Opisana siatka powiązań obejmująca właścicieli kamienic, urzędników, policję, władze lokalne. Lokatorzy traktowani są bezwzględnie.

4. Kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich.

To wymysł ostatnich lat, przez który wielu ludzi wpadło w pułapkę długów, spłaca raty niszczące ich domowe budżety.

5. TBSy

Ten program według Springera jako jedyny dawał szansę na posiadanie dachu nad głową za rozsądną cenę, bez wiązania się umową kredytową na 30 lat, ale ze stabilnością najmu. Program zamknięto, zastąpiono go  MDMem i według autora uczyniono krok wstecz.

Dla mnie najciekawsze są części o dwudziestoleciu i czyścicielami kamienic.

Pierwszy może w związku z niedawną lekturą „Wilka” Hłaski. Nasze poglądy o tych czasach są nieco wyidealizowane. Niewiele osób miało okazję czytać gazety z tamtych lat, nieustannie donoszące o samobójstwach popełnionych z powodu eksmisji na bruk i z braku perspektyw na wyjście z tej trudnej sytuacji. Springer przedstawia ówczesne pomysły na rozwiązanie problemu, opisuje małe kroczki jakimi dążono do zaspokojenia głodu mieszkaniowego i nadużycia temu towarzyszące. Te rozdział jest doskonałym tłem do dalszych, opisujących czasy współczesne.

Druga, bardzo poruszająca dla mnie, część książki to opis działania czyścicieli kamienic. Trudno uwierzyć, że w cywilizowanym kraju dzieją się takie rzeczy. Nie chcę więcej zdradzać. Zainteresowani tematem na pewno chętnie przeczytają to sami.

Springer ma bardzo lekkie pióro, mimo trudnego tematu „13 pięter” bardzo dobrze się czyta. Autor umie skomplikowane zagadnienia przedstawić przystępnie i ciekawie.

Warto zauważyć też bogactwo informacji, cytatów. Książka jest dobrze przygotowana.

„13 pięter” przekonuje, że kredyty hipoteczne na 30 lat nie są normalne, poświęcenie życia na spłatę mieszkania nie jest normalne, wyrzucanie ludzi na bruk na podstawie niejasnych przepisów nie jest normalne.

Książka jest dość specyficzna, polecam ją zainteresowanym tematem mieszkalnictwa, osobom rozważającym zakup nieruchomości. Fanom Springera polecać pewnie nie muszę, choć tym razem trafią na coś nowego w twórczości tego młodego pisarza.

„Cynkowi chłopcy” Swietłana Aleksijewicz

blogger-image--2026093670„Cynkowi chłopcy” Swietłana Aleksijewicz
Wydawnictwo Carne 2015
 
Zacznę od wyjaśnienia tytułu – cynkowe trumny były używane do przewożenia do Rosji zwłok żołnierzy poległych w Afganistanie. Rosjanie przez 10 lat prowadzili wojnę z ‚duchami’, we właściwy sobie sposób ‚wyzwalali’ Afgańczyków. 
Tym razem Aleksijewicz przedstawia relacje byłych żołnierzy i ich matek, opowieści pełne cierpienia i niesprawiedliwości. Odarła wojnę z mitycznej aury, jaką próbowano jej nadać w ówczesnych mediach. Poznajemy żołnierzy handlujących własną bronią, żeby kupić jedzenie, bo wielka armia rosyjska głodowała. Dowiadujemy się o kobietach, które jadą na wojnę pełne wzniosłych ideałów, a tam na miejscu zostają uprzedmiotowione i najczęściej sprowadzone do roli nałożnic wyższych oficerów. 
Młodzi chłopcy, często z biedy lub z wiary w komunistyczne ideały, wyjechali w miejsce tak pełne okrucieństwa, że nawet jeśli udało im się przeżyć to wracali już jako zupełnie inni ludzie. Cytat oddający wnioski wielu byłych żołnierzy i ich matek o tym co się dzieje po Afganistanie ” Człowiek na wojnie się zmienia (…), kiedy tymi samymi oczami, którymi widział to, co tam było, patrzy na to, co jest tutaj.” 
Kolejna książka Aleksijewicz, która jest podręcznikiem antywojennym, po jej przeczytaniu nie chce się wojny, nie tak po prostu, wojna zostaje wyzuta z osłonki wyższego celu, poznajemy ją z całym jej okrucieństwem, bezdusznością i ślepą żądzą zabijania. Autorka potrafi zniechęcić do wiary w wyższe cele działań wojennych w sposób najprostszy – pokazuje nam jak to wygląda, w jakiś sposób nakłania  byłych żołnierzy do mówienia o rzeczach, których się wstydzą, starają się zapomnieć.
 
Po raz kolejny mamy do czynienia z doskonałą literaturą, świetnie opracowane wywiady, ogromny materiał, który ani przez chwilę nie nuży. Dodatkowym smaczkiem jest ostatnia część –  fragmenty z procesu wytoczonego autorce przez niektórych bohaterów, nietrudno się domyślać, że nakłonionych do tego przez władze.
 
Polecam bez najmniejszych zastrzeżeń, według mnie to doskonała literatura.

„Skrzydło anioła” Jolanta Krysowata

zdjęcie 7

„Skrzydło anioła” Jolanta Krysowata
wydawnictwo Świat Książki 2013

To historia, która zaskoczyła mnie całkowicie.
Po nieco nudnym i tkliwym początku przechodzimy do opowieści, w którą aż trudno na początku uwierzyć.
Po drugiej wojnie światowe do Polski przyjechały osierocone dzieci z Korei Północnej.
To w jakim stanie fizycznym i psychicznym były dzieci szokuje. W Polsce znalazły ciepło i poznały europejskie podejście do życia. Przez kilka lat miały okazję dorastać w swobodzie niespotykanej w ich kraju.
Powrót do Korei okazał się po tych latach bardzo trudny.

Niezwykła historia, nadal aż trudno mi uwierzyć, że coś takiego mieło miejsce w Polsce. A jeszcze trudniej pogodzić się, że można wychowywać dzieci tak jak robiła to komunistyczna Korea.

„Na południe od Lampedusy” Stefano Liberti

zdjęcie 6

„Na południe od Lampedusy” Stefano Liberti
wydawnictwo Czarne 2013

Według koncepcji to książka drogi, opis szlaków migracyjnych ludzi z Afryki szukających lepszego życia w Europie. Składa się jednak z kilku wyraźnie rozdzielnych fragmentów, autor jeździł na czarny ląd kilkakrotnie w kilkuletnich odstępach czasu przemierzając kolejne szlaki ‚pielgrzymek’ do Unii Europejskiej.
Wyraźnie daje się odczuć, że autor jest dziennikarzem, w książce nie znajdziemy jednej postaci, z którą wspólnie doświadczany trudów podróży, mnie trochę tego brakowało. Książka jest raczej zbiorem krótkich reportaży o poszczególnych miejscach tranzytowych na drodze z różnych zakątków w Afryce aż do tytułowej Lampedusy.

Liberti pochyla się nad losem Afrykańczyków, którzy podążają za marzeniami o dostatnim życiu w Europie, pisze o ich oczekiwaniach, że po dotarciu do celu podróży zaczną nowe życie, będą pracować i dorobią się majątku nie do osiągnięcia w ich rodzinnych krajach. Rzeczywistość jednak nie okazuje się tak różowa, emigranci nie mają kwalifikacji, nie znają języka i jeśli w ogóle dostaną pracę to tę najgorszą, słabo płatną i bez perspektyw rozwoju. Jednak fala poszukiwaczy lepszego życia nadal napływa do Europy, taka podróż stałą się niemal jak inicjacja dla młodych mężczyzn, każdy chłopak chce spróbować swoich sił i szczęścia.

To dobra książka dla zainteresowanych kulturą Afryki lub planujących podróż na ten kontynent.
W pamięć zapadło mi zdanie, że Europejczyk jest traktowany w Maroku jak ruchoma skarbonka. Przepaść kulturowa a raczej ekonomiczna jest przytłaczająca.

Podobała mi się dziennikarska rzetelność w przedstawianiu  kolejnych miejsc tranzytowych. Pochwała należy się tłumaczowi za ładne i bogate słownictwa przy zachowaniu bardzo przystępnego języka.

„Planeta Kaukaz” Wojciech Górecki

zdjęcie (6)

„Planeta Kaukaz” Wojciech Górecki
wydawnictwo Czarne 2010

Górecki zabiera nas w podróż po tytułowym Kaukazie, opowiada i historii, plemionach, migracjach. Próbuje w książce zawrzeć mnóstwo faktów o tamtym rejonie świata.
Opisuje Kałmuków pijących do nieprzytomności, chorujących, wyniszczonych i tracących całkiem swoją dziką naturę. Autor stwierdza, że tamtejszych ludzi cechuje ‚sowiecki patriotyzm, wierność kaukaskim tradycjom i i przywiązanie do islamu’. I ten opis pasuje do kolejnych nacji. Choć nadal żywe są pogańskie obyczaje, to coraz częściej najważniejsze wartości wyznacza islam. Ale nawet on nie pozwala ludom Kaukazu się zjednoczyć, wśród wyznawców Mahometa pojawiają się zwalczające się nawzajem obozy- suficki i wahhabicki. Dodatkowo Rosja podsyca animozje między klanami i plemionami. Brak inwestycji w przemysł doprowadził do nędzy i beznadziei.

Poznajemy też nieco bliżej Czeczenów, krnąbrnych i wolnych, z ich walką o niepodległość, podejściem do życia, stworzeniem mafijnej siatki w Federacji Rosyjskiej.

Kozacy starają się podtrzymywać, a nawet odbudowują swoje nieco zapomniane tradycje. Niestety ich też nie ominęły wewnętrzne podziały i waśnie. Bardzo spodobał mi się fragment o kozackich strzemiennych, a są aż 3. Pierwszy jeszcze w domu, drugi na koń czyli przed domem a trzeci w strzemionach, czyli obecnie już w aucie.

Książka jest w lwiej części poświęcona historii Kaukazu, Górecki wyjaśnia obecną sytuację odwołując się do wydarzeń nawet sprzed tysiąca lat. według mnie nieraz tych suchych faktów jest za dużo, trudno mi bylo je sobie wszystkie ułożyć i zapamiętać. Za to daje pewien ogólny pogląd na to w jaki sposób ukształtował się stan obecny. Kaukaz wydaje się być jak Indie, nie ma określenia, którym dałoby się opisać wszystkich jego mieszkańców. Wydaje mi się, że ‚Planeta” jest dobrym wprowadzeniem do książek Jacka Hugo-Badera, o który napiszę niedługo.

I jedna rzecz, która wyjątkowo mi się nie podobała to niedostateczny opis zdjęć. Jeśli już zdecydowano się je umieścić, to chciałabym, aby podpis czy odniesienia do nich w książce były jasne.

Książkę poleciłabym osobom już obeznanym z tematem, dla laika książka może być zbyt wymagająca. Ja miałam okazję już nieco o Kaukazie poczytać i Górecki pomógł mi wiedzę pogłębić.

„Oczy zasypane piaskiem” Paweł Smoleński

zdjęcie (5)„Oczy zasypane piaskiem”
Paweł Smoleński
wydawnictwo Czarne 2014

Paweł Smoleński zabiera nas do Izraela i Strefy Gazy.
Opisuje konflikt o ziemię, o poglądy, o styl życia. W tej książce są opisy dwóch światów rozdzielonych płotem. Kontrasty na każdym kroku. W Gazie nie ma dość wody pitnej, a za miedzą w Izraelu są nawadniane całe połacie trawników i ogrodów.
Arabowie mają nałożone sankcje, nie można im przywozić paliwa, ograniczono dostawy prądu, ale też nawozów, rur i wielu innych produktów. Zakazy wwozu towarów są bardzo uciążliwe dla mieszkańców Gazy, ale Izrael motywuje je tym, że wszystkie te rzeczy mogłyby być wykorzystane do budowy broni i pocisków. Palestyńczycy znaleźli sposób na ominięcie sankcji, budują tunele do Egiptu i stamtąd przynoszą na plecach towary zakazane. Zrobił się z tego prawdziwy przemysł. Przemyca się tak paliwo, zwierzęta, ludzi i broń…  A swego rodzaju licencję na to daje Hamas.
Na razie nie widać końca tego konfliktu. Palestyńczycy i Żydzi uważają, że mają prawo do zamieszkiwania na tym samym kawałku ziemi, ale o dzieleniu się nią nie chcą słyszeć, za wiele między nimi wrogości.
Smoleński pisze o kilku przypadkach karygodnych zachowań izraelskich żołnierzy. Nadal nie została wyjaśniona sprawa użycia przez nich kilkunastoletniego palestyńskiego chłopca jako żywej tarczy. Natomiast 9 latka zmuszono do  sprawdzania, czy w podejrzanych torbach są bomby. Za ten drugi czyn żołnierzy skazano na karę więzienia w zawieszeniu.
Autor nie faworyzuje jednak jednej strony. Palestyńczycy też mają wiele na sumieniu. Wiadomo, że wystrzeliwują na Izrael rakiety z dachów szkół, czyli też traktują dzieci uczące się tam jako żywe tarcze, dodatkowo wiadomo, że kilka rakiet nie przeleciało na drugą stronę muru granicznego i dokonało spustoszeń w Gazie. Nikt w Palestynie nawet nie rozważa sądzenia winnych tych zbrodni.
W „Oczach zasypanych piaskiem” są też bardziej pozytywne wątki, światełkiem w tunelu mogą okazać się organizacje kobiece, wspólne prowadzenie firm przez obywateli obu krajów. Zwykłe ludzkie zmęczenie życiem w wiecznym zagrożeniu też może być impulsem do zaprowadzenia pokoju.
Książkę czyta się doskonale. Jest to zapis podróży po Strefie, rozmowy ze zwykłymi ludźmi. Smoleński używa języka codziennego i to bardzo dobrze współgra z treścią. Czyta się łatwo, ale potem długo się o niej myśli. Pokazuje nam jedno z miejsc z najbogatszą historią, tam kiełkowały wielkie religie, a nadal nie zaznało pokoju. Towarzyszymy autorowi w jego wędrówce przez niebezpieczne miejsca i poznajemy wielu ludzi, nieraz niebezpiecznych, bezwzględnych, doświadczonych przez życie. Opisane jest to jednak z wielkim zrozumieniem i wyczuciem, oraz z komentarzem autora, kiedy jego rozmówcy chcą nam zamydlić oczy.
Po przeczytaniu tej książki nie wiem, kto jest dobry, a kto zły i to jest świetne, nie ma łatwych odpowiedzi, stronniczości.