„Ostatnia arystokratka” i „Arystokratka w ukropie” Evzen Bocek

IMG_1670„Ostatnia arystokratka”

i

„Arystokratka w ukropie”

Evzen Bocek

Wydawnictwo Stara Szkoła

2012 i 2016

Kategoria: Powieść

 

Tym razem coś lekkiego i pełnego humoru. Obie części opisuję w jednym poście, ponieważ okazało się, że niedawno wydana część druga, czyli „Arystokratka w ukropie” jest kontynuacją części pierwszej i moim zdaniem należy je czytać jako całość.

W części pierwszej poznajemy Marię Kostka, naszą tytułową arystokratkę, czyli młodą Amerykankę, której rodzina w 1996 roku odzyskała po raz piąty w historii swój rodzinny zamek. Wcześniej kilka razy zabierali im go krzyżacy i każdy, kto akurat obok przechodził, ostatni byli komuniści. Jednak zamek w Kostce zawsze do rodziny Kostków powracał. Tym razem odzyskują go w opłakanym stanie, a że nie są krezusami, odrestaurowanie go wymaga wielu zabiegów.

Przygody zaczynają się już przy powrocie rodziny Kostków z Ameryki do rodzinnych Czech. Choć za oceanem spędzili wiele lat, to trzeba przyznać, że humor mieli nadal typowo czeski. Już przy pakowaniu się pojawiają się problemy jak tanio, czytaj niezgodnie z przepisami, przewieźć z Ameryki prochy przodków i starą kotkę, ta jeszcze żyje. Zaczyna się robić nerwowo. Koszta rosną, a w kasie pusto, co autor zilustrował następująco:

„…ojciec akurat załatwiał transport lotniczy naszych skremowanych krewnych do Czech, a po chwili powiedział: „O Kurwa”. Potem odłożył słuchawkę i powiedział, że dostanie od tego pierdolca. Jak na to, że jest arystokratą, ostatnio wyraża się dość wulgarnie. Kiedy zwróciłam mu na to uwagę, ryknął, żebym przestała mu pieprzyć morały.”

Skremowani krewni podróż mają odbyć w torebkach po orzeszkach ziemnych owe orzeszki udając, naturalnie nie obywa się bez komplikacji.

Niepoprawnie, ale zabawnie jest od pierwszej do ostatniej strony. Po przylocie do Czech okazuje się, że na zamku jest służba, która przysparza głowę rodziny o palpitacje serca, bo co miesiąc domaga się pensji, ten dzień w kalendarzu pana Kostki jest zaznaczony jako „skubanie”. Na dodatek pracownicy nie są konwencjonalni, kucharka serwuje właściwie wyłącznie gęsi, za to sama chętnie i szczodrze wydziela sobie orzechówkę. Ogrodnik żywi się głównie prozakiem. Guwernantka to połączenie amerykańskiej nastolatki z zombie. Nie będę zdradzała wszystkiego, warto te książki przeczytać i ponapawać się czeskim humorem.

Książkę polecam na poprawę nastroju, nie zawsze ma się przecież ochotę na poważne lektury. Ta jest napisana ładnym językiem, dobrze się ją czyta, wciąga nas niezobowiązująco w historie rodzinne Kostków, wytyka ludzkie wady, ale przede wszystkim relaksuje. Nawet o poważnych zagadnieniach Bocek pisze z ogromnym dystansem, jako przykład podam myśl pana Spocka, ogrodnika:

„człowieka przez kilka dni pobolewa ręka, a na rentgenie mówią mu, że w kupie trzymają go już tylko przerzuty”.

FullSizeRenderKsiążka idealna na chandrę, na plażę, albo na wieczorny relaks po trudnym dniu. Pełna gagów, żartów sytuacyjnych, ale pozwala też na odrobinę refleksji nad naszymi przywarami.

Według mnie nie należy pomijać części pierwszej,  choć druga ma wstęp i słowo wyjaśnienia kto jest kim, to pominięcie części pierwszej nie pozwoli nam się wystarczająco wczuć w atmosferę powieści.