„Perspektywa mrówki” Agnieszka Wójcińska

IMG_1627

„Perspektywa mrówki”

Agnieszka Wójcińska

Wydawnictwo Czarne 2015

 

Tym razem coś nietypowego, nie reportaże, a wywiady z ich twórcami. W pierwszej części „Reporterzy bez fikcji” Agnieszka Wójcińska rozmawiała z autorami z Polski, tym razem są to światowe autorytety tego gatunku.

Możemy przeczytać wywiad z noblistką Swietłaną Aleksijewicz, zdobywcami nagród Kapuścińskiego – Liao Yiwu, Edem Vulliamy, czy Jeanem Hatzfeldem.

Autorka rozmawia z nimi o ich warsztacie, roli współczesnego reportażu, pytała jaki jest sens ich pracy, jaka motywacja i wreszcie jaka cena do zapłaty za to, co robią. Udało jej się pokazać nam reporterów nie przy pracy, ale poza nią, to jakimi są ludźmi, jak radzą sobie ze stresem, czym się interesują, jak wygląda ich życie codzienne.

Gratka dla fanów i twórców reportażu, dla niewtajemniczonych książka będzie pewnie zupełnie niezrozumiała.

Na spotkaniu z autorką utwierdziłam się w tej opinii, napisała to, bo kocha reportaż, to jej pasja.  Stąd każda rozmowa jest inna, IMG_1628doskonale przygotowana, interesująca. Reporterzy, z którymi rozmawiała Wójcicka przyznają, że jest to zawód wymagający ogromnych osobistych poświęceń, ale też zmieniający wiele w naszej rzeczywistości, lub, jak mówi jeden z bohaterów, pozwalający nam, czytelnikom, te problemy dostrzec i się im przeciwstawiać.

Bardzo spodobała mi się opinia pana Zaremby Bielawskiego o tym, kto czyta reportaże. Uważa on, że newsy pokazują tylko kto, co, gdzie, kiedy; reportaże pisze się dla osób, które ciekawi jeszcze dlaczego.

„Perspektywa mrówki” spodoba się fanom non fiction, warto jednak najpierw zapoznać się z dorobkiem osób, z którymi wywiady są prowadzone, potem, w ramach deseru, można poczytać wywiady z nimi.

„13 pięter” Filip Springer

13pieter

Filip Springer

„13 pięter”

Wydawnictwo Czarne, 2015

 

Springera znamy głównie jako orędownika piękna w architekturze i bezwzględnego krytyka brzydoty w otaczającej nas przestrzeni. Tym razem autor zajął się tematyką zbliżoną, ale przedstawił ją od strony użytkownika, czyli nas, którzy potrzebujemy dachu nad głową.

Kwestia budownictwa masowego i zapotrzebowania na mieszkania opisane w książce podzielić można na następujących zagadnienia:

1. Dwudziestolecie  Międzywojenne.

Ludzie mieszkają w tekturowych budach, schroniskach dla bezdomnych, popełniają samobójstwa, kiedy dostają nakazy eksmisji na bruk. Robotnicy przybyli do miast po I Wojnie Światowej żyją w skrajnej biedzie, nie stać ich na wynajęcie pokoju, nie marzą nawet o kupnie mieszkania. Springer opisuje programy socjalne, które miały poprawić sytuację mieszkaniową najuboższych, ale najczęściej korzystali z nich ludzie zamożni.

2.Czasy obecne.

Kredyty na mieszkania są o wiele za drogie, a dla osób pracujących na zlecenia nieosiągalne.

3. Czyściciele kamienic.

Opisana siatka powiązań obejmująca właścicieli kamienic, urzędników, policję, władze lokalne. Lokatorzy traktowani są bezwzględnie.

4. Kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich.

To wymysł ostatnich lat, przez który wielu ludzi wpadło w pułapkę długów, spłaca raty niszczące ich domowe budżety.

5. TBSy

Ten program według Springera jako jedyny dawał szansę na posiadanie dachu nad głową za rozsądną cenę, bez wiązania się umową kredytową na 30 lat, ale ze stabilnością najmu. Program zamknięto, zastąpiono go  MDMem i według autora uczyniono krok wstecz.

Dla mnie najciekawsze są części o dwudziestoleciu i czyścicielami kamienic.

Pierwszy może w związku z niedawną lekturą „Wilka” Hłaski. Nasze poglądy o tych czasach są nieco wyidealizowane. Niewiele osób miało okazję czytać gazety z tamtych lat, nieustannie donoszące o samobójstwach popełnionych z powodu eksmisji na bruk i z braku perspektyw na wyjście z tej trudnej sytuacji. Springer przedstawia ówczesne pomysły na rozwiązanie problemu, opisuje małe kroczki jakimi dążono do zaspokojenia głodu mieszkaniowego i nadużycia temu towarzyszące. Te rozdział jest doskonałym tłem do dalszych, opisujących czasy współczesne.

Druga, bardzo poruszająca dla mnie, część książki to opis działania czyścicieli kamienic. Trudno uwierzyć, że w cywilizowanym kraju dzieją się takie rzeczy. Nie chcę więcej zdradzać. Zainteresowani tematem na pewno chętnie przeczytają to sami.

Springer ma bardzo lekkie pióro, mimo trudnego tematu „13 pięter” bardzo dobrze się czyta. Autor umie skomplikowane zagadnienia przedstawić przystępnie i ciekawie.

Warto zauważyć też bogactwo informacji, cytatów. Książka jest dobrze przygotowana.

„13 pięter” przekonuje, że kredyty hipoteczne na 30 lat nie są normalne, poświęcenie życia na spłatę mieszkania nie jest normalne, wyrzucanie ludzi na bruk na podstawie niejasnych przepisów nie jest normalne.

Książka jest dość specyficzna, polecam ją zainteresowanym tematem mieszkalnictwa, osobom rozważającym zakup nieruchomości. Fanom Springera polecać pewnie nie muszę, choć tym razem trafią na coś nowego w twórczości tego młodego pisarza.

„Cynkowi chłopcy” Swietłana Aleksijewicz

blogger-image--2026093670„Cynkowi chłopcy” Swietłana Aleksijewicz
Wydawnictwo Carne 2015
 
Zacznę od wyjaśnienia tytułu – cynkowe trumny były używane do przewożenia do Rosji zwłok żołnierzy poległych w Afganistanie. Rosjanie przez 10 lat prowadzili wojnę z ‚duchami’, we właściwy sobie sposób ‚wyzwalali’ Afgańczyków. 
Tym razem Aleksijewicz przedstawia relacje byłych żołnierzy i ich matek, opowieści pełne cierpienia i niesprawiedliwości. Odarła wojnę z mitycznej aury, jaką próbowano jej nadać w ówczesnych mediach. Poznajemy żołnierzy handlujących własną bronią, żeby kupić jedzenie, bo wielka armia rosyjska głodowała. Dowiadujemy się o kobietach, które jadą na wojnę pełne wzniosłych ideałów, a tam na miejscu zostają uprzedmiotowione i najczęściej sprowadzone do roli nałożnic wyższych oficerów. 
Młodzi chłopcy, często z biedy lub z wiary w komunistyczne ideały, wyjechali w miejsce tak pełne okrucieństwa, że nawet jeśli udało im się przeżyć to wracali już jako zupełnie inni ludzie. Cytat oddający wnioski wielu byłych żołnierzy i ich matek o tym co się dzieje po Afganistanie ” Człowiek na wojnie się zmienia (…), kiedy tymi samymi oczami, którymi widział to, co tam było, patrzy na to, co jest tutaj.” 
Kolejna książka Aleksijewicz, która jest podręcznikiem antywojennym, po jej przeczytaniu nie chce się wojny, nie tak po prostu, wojna zostaje wyzuta z osłonki wyższego celu, poznajemy ją z całym jej okrucieństwem, bezdusznością i ślepą żądzą zabijania. Autorka potrafi zniechęcić do wiary w wyższe cele działań wojennych w sposób najprostszy – pokazuje nam jak to wygląda, w jakiś sposób nakłania  byłych żołnierzy do mówienia o rzeczach, których się wstydzą, starają się zapomnieć.
 
Po raz kolejny mamy do czynienia z doskonałą literaturą, świetnie opracowane wywiady, ogromny materiał, który ani przez chwilę nie nuży. Dodatkowym smaczkiem jest ostatnia część –  fragmenty z procesu wytoczonego autorce przez niektórych bohaterów, nietrudno się domyślać, że nakłonionych do tego przez władze.
 
Polecam bez najmniejszych zastrzeżeń, według mnie to doskonała literatura.

„Wilk” Marek Hłasko

blogger-image-593277429Wydawnictwo Iskry
Warszawa 2015

Pierwsza książka Hłaski, napisał ją mając dziewiętnaście lat i widać, że miał już rozwiniętą świadomość pisarską. ‚Wilk’ to opowieść zbudowana z namysłem, według świadomego planu, z elementami pozytywistycznymi, z dokonującą się przemianą głównego bohatera i wątkiem politycznym. Dla mnie najbardziej wartościowy jest jednak jej wymiar społeczny – pokazanie realiów przedwojennych biednych dzielnic Warszawy, brutalności życia, trudy dorastania.
     Dla zainteresowanych dwudziestoleciem międzywojennym będzie to książka pełna smaczków, zarówno opisy codziennego życia jak i słownictwo są atutem. Książkę dobrze się czyta, ale jeszcze nie tak porywająco jak późniejsze utwory Hłaski. W porównaniu z jednym z moich ulubionych – ‚Drugie zabicie psa’ jest bardzo niedopracowana. Zgadzam się z niegdysiejszym redaktorem, który oddał Hłasce książkę, żeby ten jeszcze nad nią popracował.
     Moim zdaniem ‚Wilk’ jest dla pasjonatów, którzy docenią rodzącego się pisarza, wybaczą pewne niedociągnięcia.
    I dla nich właśnie cytat ‚Bo tato głos miał furmański, opera szczeniak, jak ojciec zaklął, w mordę serce przypasował, to koń podkowy gubił z hacelami’.

„Skrzydło anioła” Jolanta Krysowata

zdjęcie 7

„Skrzydło anioła” Jolanta Krysowata
wydawnictwo Świat Książki 2013

To historia, która zaskoczyła mnie całkowicie.
Po nieco nudnym i tkliwym początku przechodzimy do opowieści, w którą aż trudno na początku uwierzyć.
Po drugiej wojnie światowe do Polski przyjechały osierocone dzieci z Korei Północnej.
To w jakim stanie fizycznym i psychicznym były dzieci szokuje. W Polsce znalazły ciepło i poznały europejskie podejście do życia. Przez kilka lat miały okazję dorastać w swobodzie niespotykanej w ich kraju.
Powrót do Korei okazał się po tych latach bardzo trudny.

Niezwykła historia, nadal aż trudno mi uwierzyć, że coś takiego mieło miejsce w Polsce. A jeszcze trudniej pogodzić się, że można wychowywać dzieci tak jak robiła to komunistyczna Korea.

„Alfabet Suworowa” Wiktor Suworow

„Alfabet Suworowa” Wiktor Suworow
Dom Wydawniczy Rebis 2014
z wywiadem z autorem Piotra Zychowicza

Gratka dla fanów Suworowa. Z tej książki można się dowiedzieć wiele o samym autorze, o jego biografii, refleksjach i przewidywaniach przyszłości Rosji. Wiktor Suworow to zdecydowany przeciwnik systemu komunistycznego, widzi dokładnie jak destrukcyjny wpływ ten system miał na państwo i jego mieszkańców.

Autor mówi o wielu osobach, które miały wpływ na losy Rosji, znajdziemy tu jego opinię o Katarzynie Wielkiej, Chruszczowie, Stalinie, ale też o Hitlerze, Reganie, czy Kuklińskim.
Książka bardzo ciekawa, autor często przedstawia poglądy niepopularne, czy zmuszające do refleksji.
Jeśli ktoś czytał „Lodołamacz” to z pewnością nie powinien ominąć i tej książki Suworowa. Wiele jego opinii może budzić nasze wątpliwości, ale mimo to warto przeczytać co autor sądzi np. o zamachu na Jana Pawła II, czy obecnej Rosji, która staje się kolonią Chin.

Dla mnie lektura obowiązkowa, bo zmusza do zastanowienia, niezależnie od tego czy z danym poglądem autora się zgadzam czy nie, cieszę się, że poznałam jego opinię.

„W gazetach tego nie napiszą” Taras Prochaśko

blogger-image--1145885383„W gazetach tego nie napiszą” Taras Prochaśko
Wydawnictwo Czarne 2014

 

Taras Prochaśko nie jest jeszcze znany w Polsce, a szkoda, bo jest bardzo dobrym pisarzem. W jego książce jest obecna nasza słowiańska tęsknota, romantyzm, potrzeba bycia blisko natury.

Pisze o Ukrainie i Ukraińcach, ale wiele razy mialam wrażenie, że książka jest mi bardzo bliska, jakby pisana o Polakach. Są jednak fragmenty, które były zaskakujące.  Prochaśko opisał zjawisko dwuwiary, czyli dziwnej współegzystencji chrześcijaństwa i pogaństwa. Wiara chrześcijańska jest obecna, ale w sprawach przyziemnych zawsze łatwiej zwrócić się do znajomego pogańskiego bóstwa.
Ważny temat tej pracy to poszukiwanie Ukraińskości, celowo dużą literą, mam na myśli ich dążenie do odrębności, szukanie swojego miejsca, bycie jednocześnie troche dzikim, trochę haotycznym, ale jednak europejskim.
Kolejny ważny temat to niespójne prawo, które daje dużo miejsca na sprzeczne interpretacje, samowolę i tu zaczynają się „reguły”, czyli zasady jakie przez lata wypracowali sobie sami Ukraińcy, aby   jakoś zapanować nad codziennymi sporami. Tylko takie podejście nie zbliża ich do Zachodu.
Prochaśko nie pomija kwestii nierówności społecznych. Są oligarchowie, dla których wszystko poza ich luksusowym światem to getto. Przez biedę ludzie zajmują się kłusownictwem niszcząc florę i faunę, rozpijają się, nie dbają o nic.
Chciałabym jednak podkreślić, że książka nie jest typowym reportażem, bardzo spodobał mi się fragment, który jest wspomnieniem autora, nieco nostalgicznym, o życiu górali, wypasaniu owiec przez wiele miesięcy bez kontaktu ze światem.
Ta książka ma niezwykły urok, aż chce się zabrać głos w obronie tych ludzi, który do niedawna żyli własnym rytmem, nie w doskonałym świecie, ale w jakiś sposób byli do nas podobni.
Dodatkowo jest bardzo dobrze napisana, autor ma duży dystans do świata, ale jednocześnie jest nim zauroczony, żyje w bliskości z naturą.
Jeśli ktoś będzie miał okazję iść na spotkanie autorskie Prochśki to warto, to jak opowiada, jaki jest i ile jeszcze ma w zanadrzu historii, można by śmiało zebrać w kolejną książkę.

„Dowód” Eben Alexander

zdjęcie 8

„Dowód” Eben Alexander
wydawnictwo Znak 2013

Jeśli chodzi o tę książkę mam mieszane uczucia. Jest zaliczona do literatury faktu. To opis doznań autora, jakie miał będąc w śpiączce, w stanie krytycznym, na granicy życia i śmierci.
Książka z jednej strony buduje miłe poczucie sensu, spokoju, że po śmierci nie stanie się nam nic złego, że nie będzie to koniec wszystkiego.
Wielu z pewnością nie przekona, choć daje do myślenia to, że autor jest lekarzem i zapewnia, że opisał swoje doznania dokładnie i rzetelnie.
Książka porusza temat, na który każdy z nas ma swoje zdanie, ale jeśli chcemy poznać doświadczenie kogoś, kto niemal przeszedł na drugą stronę, to będzie to dobry wybór. „Dowód” jest dobrze napisany, czułam emocjonalny związek z głównym bohaterem, jego historia została mi w pamięci, a po skończeniu książki z innej perspektywy popatrzyłam na swoje życie, choć nadal mam wątpliwości i nie przekonała mnie ostatecznie do swojej
prawdziwości 😉
Dobra książka na trudne momenty życia, mimo, że nie jest to moim zdaniem pozycja, jaką spodziewałabym się znaleźć w literaturze faktu.

„Na południe od Lampedusy” Stefano Liberti

zdjęcie 6

„Na południe od Lampedusy” Stefano Liberti
wydawnictwo Czarne 2013

Według koncepcji to książka drogi, opis szlaków migracyjnych ludzi z Afryki szukających lepszego życia w Europie. Składa się jednak z kilku wyraźnie rozdzielnych fragmentów, autor jeździł na czarny ląd kilkakrotnie w kilkuletnich odstępach czasu przemierzając kolejne szlaki ‚pielgrzymek’ do Unii Europejskiej.
Wyraźnie daje się odczuć, że autor jest dziennikarzem, w książce nie znajdziemy jednej postaci, z którą wspólnie doświadczany trudów podróży, mnie trochę tego brakowało. Książka jest raczej zbiorem krótkich reportaży o poszczególnych miejscach tranzytowych na drodze z różnych zakątków w Afryce aż do tytułowej Lampedusy.

Liberti pochyla się nad losem Afrykańczyków, którzy podążają za marzeniami o dostatnim życiu w Europie, pisze o ich oczekiwaniach, że po dotarciu do celu podróży zaczną nowe życie, będą pracować i dorobią się majątku nie do osiągnięcia w ich rodzinnych krajach. Rzeczywistość jednak nie okazuje się tak różowa, emigranci nie mają kwalifikacji, nie znają języka i jeśli w ogóle dostaną pracę to tę najgorszą, słabo płatną i bez perspektyw rozwoju. Jednak fala poszukiwaczy lepszego życia nadal napływa do Europy, taka podróż stałą się niemal jak inicjacja dla młodych mężczyzn, każdy chłopak chce spróbować swoich sił i szczęścia.

To dobra książka dla zainteresowanych kulturą Afryki lub planujących podróż na ten kontynent.
W pamięć zapadło mi zdanie, że Europejczyk jest traktowany w Maroku jak ruchoma skarbonka. Przepaść kulturowa a raczej ekonomiczna jest przytłaczająca.

Podobała mi się dziennikarska rzetelność w przedstawianiu  kolejnych miejsc tranzytowych. Pochwała należy się tłumaczowi za ładne i bogate słownictwa przy zachowaniu bardzo przystępnego języka.

„Planeta Kaukaz” Wojciech Górecki

zdjęcie (6)

„Planeta Kaukaz” Wojciech Górecki
wydawnictwo Czarne 2010

Górecki zabiera nas w podróż po tytułowym Kaukazie, opowiada i historii, plemionach, migracjach. Próbuje w książce zawrzeć mnóstwo faktów o tamtym rejonie świata.
Opisuje Kałmuków pijących do nieprzytomności, chorujących, wyniszczonych i tracących całkiem swoją dziką naturę. Autor stwierdza, że tamtejszych ludzi cechuje ‚sowiecki patriotyzm, wierność kaukaskim tradycjom i i przywiązanie do islamu’. I ten opis pasuje do kolejnych nacji. Choć nadal żywe są pogańskie obyczaje, to coraz częściej najważniejsze wartości wyznacza islam. Ale nawet on nie pozwala ludom Kaukazu się zjednoczyć, wśród wyznawców Mahometa pojawiają się zwalczające się nawzajem obozy- suficki i wahhabicki. Dodatkowo Rosja podsyca animozje między klanami i plemionami. Brak inwestycji w przemysł doprowadził do nędzy i beznadziei.

Poznajemy też nieco bliżej Czeczenów, krnąbrnych i wolnych, z ich walką o niepodległość, podejściem do życia, stworzeniem mafijnej siatki w Federacji Rosyjskiej.

Kozacy starają się podtrzymywać, a nawet odbudowują swoje nieco zapomniane tradycje. Niestety ich też nie ominęły wewnętrzne podziały i waśnie. Bardzo spodobał mi się fragment o kozackich strzemiennych, a są aż 3. Pierwszy jeszcze w domu, drugi na koń czyli przed domem a trzeci w strzemionach, czyli obecnie już w aucie.

Książka jest w lwiej części poświęcona historii Kaukazu, Górecki wyjaśnia obecną sytuację odwołując się do wydarzeń nawet sprzed tysiąca lat. według mnie nieraz tych suchych faktów jest za dużo, trudno mi bylo je sobie wszystkie ułożyć i zapamiętać. Za to daje pewien ogólny pogląd na to w jaki sposób ukształtował się stan obecny. Kaukaz wydaje się być jak Indie, nie ma określenia, którym dałoby się opisać wszystkich jego mieszkańców. Wydaje mi się, że ‚Planeta” jest dobrym wprowadzeniem do książek Jacka Hugo-Badera, o który napiszę niedługo.

I jedna rzecz, która wyjątkowo mi się nie podobała to niedostateczny opis zdjęć. Jeśli już zdecydowano się je umieścić, to chciałabym, aby podpis czy odniesienia do nich w książce były jasne.

Książkę poleciłabym osobom już obeznanym z tematem, dla laika książka może być zbyt wymagająca. Ja miałam okazję już nieco o Kaukazie poczytać i Górecki pomógł mi wiedzę pogłębić.